Urlopowy zawrót głowy. Klęska wolnego czasu.

Urlopowy zawrót głowy. Klęska wolnego czasu.

Urlop. Magiczne słowo otwierające przed nami wrota nieograniczonych możliwości. Moment, kiedy robi się wszystko, na co do tej pory brakowało czasu. To właśnie podczas urlopu zaczynamy uprawiać sport, czytać książki, zwiedzać (dalszą lub bliższą okolicę), stajemy się lepszymi ludźmi, uzupełniamy całoroczny deficyt snu. Spektrum dostępnych i czekających na urlopowicza opcji jest praktycznie nieograniczone. Czy oby na pewno?

Na drodze do wakacyjnej nirwany staje najczęściej rutyna. Czynności, pozwalające się oderwać od codziennej pracy i obowiązków, tak mocno wchodzą w krew, że ciężko się od nich oderwać podczas wakacji. Serwisy społecznościowe, aplikacje na przemądrzałym telefonie, ulubione seriale. To one wypełniają wolny czas między jedną a drugą wyprawę do pracy. Zwiększona ilość wolnego czasu, często sprawia, że po prostu zyskujemy dodatkowe godziny dziennie, na robienie tego samego co zawsze.

Często wolny czas próbujemy rozdzielić na wszystko, co lubimy, jednak dopada nas syndrom „dziecka w sklepie z cukierkami”. Ciężko jest skupić się na jednej czynności. Po chwili czytania książki odrywamy się, by obejrzeć film, ten szybko nam się nudzi, bo w sumie szkoda czasu, w końcu można wykorzystać go na majsterkowanie w garażu. Fotografię? Gry towarzyskie? Ćwiczenia fizyczne? Wyjście na rower? Szydełkowanie? Jogę? Zaległą lekturę? Naukę lewitacji?

Nagle nasza, aktywowana urlopem wyobraźnia, zapodaje dziesiątki ciekawych opcji na spędzenie wolnego czasu.

Osiołkowi w żłobie dano.... i w końcu padł martwy z głodu, nie mogąc się zdecydować jak wypoczywać na urlopie. Przepraszam, nie mogąc się zdecydować czy rozpocząć konsumpcję owsa, czy siana.? Tak czy inaczej, wiersz Fredry doskonale obrazuje ludzkie rozterki związane z klęską urodzaju. Tego związanego z wolnym czasem również.

Problemu w tej kwestii, jak zauważyłem podczas wakacji, nie ma młode pokolenie, rozmiłowane w komputerach. Owszem, rozumiem pasję, jednak siedzenie w nadmorskiej kafejce i opalanie się w promieniach monitora nie znajduje się na szczycie listy moich wczasowych aspiracji.

Dobrze, że nie możemy magazynować snu, w przeciwnym wypadku urlop dla wielu zamieniałby się dwutygodniową hibernację. Niczym niedźwiedzie zimą wchodziliby do łóżka w celu jak najefektywniejszego naładowania życiowych akumulatorów.

Mnogość dostępnych opcji sprawia jednak, że szkoda każdej godziny, minuty, a nawet sekundy. W końcu urlop niespędzony na robieniu tego, co się lubi, to urlop bezpowrotnie stracony. Gubimy się w końcu w wirze odpoczynku i zmęczeni jego intensywnością, ponownie ruszamy do pracy.

Na szczęście za rok znowu będziemy mieli upragnione wakacje... 

Średnia ocena: 1 Liczba głosów: 1


Uwagi